Kredyt walutowy

Przeszukuj:

Kredyty walutowe są na przestrzeni ostatnich miesięcy przedmiotem niekończących się dyskusji, analiz i porównań. Roztrząsanie zalet i wad kredytów walutowych odbywało się (o ile w ogóle miało miejsce) nie tak dawno na dość abstrakcyjnym poziomie, ponieważ pytanie o najlepszą do zaciągnięcia kredytu walutę było retoryczne. Jeszcze niespełna rok temu panem i władcą rynku kredytów hipotecznych był frank szwajcarski. Kilkanaście miesięcy temu radykalne osłabienie złotówki względem zachodnich walut wydawało się czymś niepojętym, niemożliwym i kompletnie nieuwzględnianym przez kredytobiorców w ich zamierzeniach finansowych. Mimo, że tu i ówdzie pojawiały się wypowiedzi nieco bardziej trzeźwo myślących finansistów - uprzedzających o ryzykach związanych z atrakcyjniejszym w danym momencie rozwiązaniem kredytowym i o tym, że złotówka nie będzie się w nieskończoność umacniać - szybko znikały powalone siłą kontrargumentów i ogólnie panującego amoku o inicjałach CHF. Z pełnym rozmysłem pomijano bowiem logiczną zasadę ograniczania ryzyka walutowego w odniesieniu do klientów indywidualnych: najbezpieczniej jest brać kredyt w walucie takiej, w jakiej się zarabia. Banki nie do końca rzetelnie informowały klientów o możliwych konsekwencjach ryzyka walutowego (czemu trudno się dziwić - każdy chce zarobić w okresie prosperity, a banki nie są bynajmniej instytucjami charytatywnymi), ci zaś - mówiąc oględnie - często nie wnikali w szczegóły. Był to niestety błąd; kredyty walutowe nie są przecież niczym złym, wymagają po prostu świadomego zarządzania ryzykiem, tzn. monitorowania zmian stóp procentowych, bieżącej sytuacji na rynkach walutowych, itd. Do tego zaś potrzebne są już kompetencje, wiedza i czas. Obecnie, gdy wydaje się, że największy kataklizm finansowy jest za nami, pojawiają się nowe propozycje kredytów walutowych, konkretnie w euro. Do łask zaczynają też wracać kredyty złotowe. Szczegóły znajdują się w niniejszym opracowaniu.